Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trefl2000. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trefl2000. Pokaż wszystkie posty

20260406

2000 Tiger's Nest Monastery - Paro Taktsang (Trefl)

Piękna i nie tak krótka przygoda z przyjemnym i nie za łatwym dziełem Trefla - w elementacji 2000. Sam format zwiastował dobrą przygodę i również tym razem finisz pracy przyniósł nieco więcej satysfakcji niż w przypadku "zwykłego" obrazka.


To już mój czwarty dwutysięcznik Trefla. Do tej pory zmierzyłem się z:

Tym bardziej ciekawy byłem tego starcia. I chyba od otwarcia pudełka dostaje się energii, niewytłumaczonego "poweru", żeby JUŻ zaczynać, JUŻ brać się za każdy fragment, JUŻ, JUŻ, JUŻ! Niech samo to będzie rekomendacją!







A co wyłania się z wieeelu rozsypanych elementów? Paro Taktsang, Taktsang Palphug Monastery lub w wersji równie popularnej, a chyba bardziej nam znajomej - The Tiger's Nest. Buddyjska (Vajrayana) świątynia znajduje się na wysokości 3000 m. n.p.m., a nad doliną Paro - blisko kilometr (900 m). Oczywiście, jesteśmy w Himalajach, w Bhutanie, a miejsce to jest jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych. A na pewno wizytówką, bo do samej świątyni nie tak łatwo się dostać. I to nie tylko ze względu na drogę, którą trzeba pokonać. Planuje się wydzielenie okresów, w których będą mogli się tam dostać odwiedzający spoza tego kraju.

Od razu i szczerze polecam zaznajomienie się nie tylko z legendą powstania tego miejsca (tłumaczącą przy okazji, dlaczego właśnie "Tiger's Nest"), ale też z mnóstwem zdjęć. Przy różnej aurze, porach roku i innych okolicznościach. Są wprost spektakularne i można się naprawdę w fajny sposób internetowo "zgubić". Zresztą, sama "podróż" w aplikacjach z mapami będzie już solidną aktualizacją naszych baz danych wiedzy o świecie. Wiedzy może tej "mniej niezbędnej" do przeżycia, ale może właśnie takich informacji naszym głowom też brakuje, szczególnie w totalnie nieprzewidywalnej erze, w którą pogrąża się świat.







Ok, ale nadal mało o samych puzzlach. Te były dość wymagające, ale zdecydowanie do ułożenia w znośnym tempie. Na pewno były trudniejsze od wymienionych wcześniej innych ułożonych przeze mnie treflowych puzzli 2000. Oczywiście o wyzwaniu (a może po prostu o wyraźnym spadku tempa układania) możemy mówić przy części skał i zieleni. Ale z tą ostatnią również nie jest najgorzej.

Mimo kuszących kolorów, chyba nie dla najmłodszych adeptów, ale... jeśli mocno uparte, to można. Mocno polecam i myślę, że sporo z Was chętnie by się z nimi zmierzyła. Kolorystycznie to, jak przy innych tego typu produktach, trochę zdjęcie, trochę grafika, zatem grono potencjalnych odbiorców, jak i finalnie zadowolonych puzzlomaniaków, będzie i jest zapewne spore.





20260106

2000 Big Ben, London, England (Trefl)

- London?
- Yes, London. You know... fish, chips, cup 'o tea, bad food, worse weather, Mary f* Poppins... LONDON!

Posmakowały 2000 Trefla, oj posmakowały! Po świetnych wrażeniach związanych z ułożeniem Murano "2000 Murano Island, Venice" [LINK], poprzeczka na kolejne "dwa ka" z północy Polski była naprawdę wysoko. Jak poszło? Jak wrażenia? Zapraszam do kilku słów okraszonych zdjęciami.

W Londynie gościliśmy już...czterokrotnie! Ale czy może dziwić liczba układanek z londyńskimi motywami? Raczej nie, bo reprezentacyjne części stolicy Królestwa są więcej niż bardzo fotogeniczne. Mnogość fotografowanych motywów, różne style, perspektywy, kolorystyka, wykrojniki, liczba elementów... To wszystko sprawia, że choć na półkach czeka wiele "Londynów", "Wenecji" czy "Goldengejtbridżów", absolutnie nie ma mowy o odczuwaniu jakiejkolwiek powtarzalności.

Poprzednie wizyty:

Fish and Chips again? Again and again! Przechodząc od razu do rzeczy: proste, popularne danie zapowiadało się pysznie i faktycznie takie było. Rozmiary spore, elementy dobrej jakości, duże, dość grube. Sam motyw to coś pomiędzy zdjęciem a grafiką, ale nadal bardzo w tej hybrydzie "spójny".






Przyznam, że kilkukrotnie zmieniałem tempo podczas tworzenia tego dzieła. Niewątpliwie niebo (a raczej jego fragmenty) były pierwszym poważnym spowolnieniem, ale zaskakująco dla mnie, końcówka też nie była łatwa. Choć zostało kilkadziesiąt, może 100+ części "wypełnienia" Palace of Westminster, to nie było mowy o sprincie. Części były bardzo podobne do siebie. Do tego oczywiście przekonanie o bliskości finiszu i podświadome oczekiwanie, że to powinno być bardzo łatwe?





O ile koncentracja, siły na zamiary i...miejsce jest - te puzzle są zdecydowanie dla wszystkich. Młodszym adeptom przyda się pomoc z niektórymi motywami (lub mentalne wsparcie, motywacja i wydobywanie pokładów cierpliwości). Produkt bardzo fajny i w świetnej jakości, mimo tego że układanka oczywiście (jak to u mnie) wcześniej używana.


20251130

2000 Murano Island, Venice (Trefl)

Uwaga, doskonałość alert! Długo czekałem na tak fajną przygodę z Treflem, oto i ona! Motyw Wenecji jest w puzzlach powtarzalny, jak sobotnia kolejka w mięsnym, a mimo to zabawa trwa tu od początku do końca. I trochę później, ponieważ jest to już 2000, zatem i satysfakcja nieco większa. Ale od początku...

Co może zaskoczyć w puzzlowej Wenecji? No właśnie... Sięgnąłem zatem po już trzecią (a zapewniam, że wśród oczekujących jeszcze kilka), bo i rozmiar nieco niestandardowy, inna kolorystyka od ostatnio układanych rzeczy, do tego trzeba było nieco rozbić ten wenecki stos. Po Wenecji płynęliśmy już z Treflem (część tryptyku: 1000 "Wenecja" [LINK]) oraz w znakomitej układance obrandowanej jako "Empik" (1000 "Kanały weneckie o poranku" [LINK]).

Dzisiaj jesteśmy w Murano (jako jednostce) lub na Murano (jako wyspie). Nie wdając się w kwestie administracyjne, w wielkim skrócie, jest to część Wenecji, a weneckie wycieczki trudno sobie wyobrazić właśnie bez zahaczenia o słynące z wyrobu szkła Murano lub nieco dalej położonego, ale równie urokliwego, Burano.







Rzadko nie ma gdzieś dla mnie czegoś więcej, tła, historii... Tak też jest oczywiście z Murano. Ale uprzedzam, uciekniemy na moment od urlopu w pięknych Włoszech i...pozostaniemy w kraju.

Kochając Warszawę i wszystko, co z nią związane, w sposób naturalny Muranów jest dla mnie wyjątkowy (i to nie tylko dlatego, że przez moment mogłem mieszkać w samym jego sercu). A nazwę zawdzięcza właśnie włoskiej wyspie. Obecnie to już nie dzielnica, leży w Śródmieściu i na Woli. Natomiast niezmiennie dźwiga potężny historyczny ładunek. Do dzisiaj trudno przemieszczając się po Muranowie nie widzieć jakiegoś upamiętnienia tragicznych wydarzeń minionego wieku. Trzeba jednak mieć świadomość, że historią jest tu nasiąknięty każdy metr kwadratowy, nawet jeśli akurat nie widzimy obok tablicy i zniczy. Dzielnica została bowiem odbudowana (a raczej zbudowana od nowa) dosłownie na gruzach. Nie, to nie przenośnia. Do dzisiaj całe kwartały stoją na gromadzonych tutaj z innych części miasta zgliszczach oraz tych pozostawionych (bo było ich tu tak dużo). Stąd do wielu kwartałów wchodzimy po schodach. Do niedawna powszechne były zawalenia, obsunięcia czy inne uszkodzenia budynków wynikające właśnie z tego, na czym te budynki są zbudowane. Na pewno część z Was kojarzy zdjęcia zrównanego z ziemią fragmentu miasta z charakterystyczną wieżą kościoła św. Augustyna (który przetrwał, bo dla okupanta pełnił liczne istotne funkcje - magazynowe, obserwacyjne, łącznościowe, etc.). To właśnie Muranów, Dzielnica Żydowska, później Getto, a później, cóż... nowy układ ulic i miks modernizmu (koncepcja m.in. Bohdana Lacherta) z wymogami urzędników systemu słusznie minionego.

Mam świadomość, jak wygląda część Muranowa (mimo wielu wspaniałych ludzi i inicjatyw!) i nie wymagam od każdego, by podziwiał niektóre szaro-bure fragmenty naszych miast (choć jest ich coraz mniej!). Ale miejmy świadomość, że byli i są ludzie. I są historie. Tu jest kawał ciężkiej i pouczającej.

Książek o Muranowie jest wiele, ale dla zainteresowanych architekturą i/lub historią, polecę jedną nieco bliższą czasowo nam wszystkim. Będącą zarazem dobrą pozycją wyjściową do dalszych poszukiwań. A must-have(read) w biblioteczce nie tylko varsavianisty: "Stacja Muranów" Beaty Chomątowskiej.

Zrobiło się bardzo poważnie, a miało być pięknie i kolorowo. Wracamy do naszej układanki!





Wiem, za co często krytykuję dzieła Trefla, ale tutaj dosłownie nie ma, do czego się przyczepić. Tak, poważnie, zero! I właśnie dlatego, że znam nie od dzisiaj takie układanie Trefli, często grymaszę (przyznaję) przy innych produktach. Mało tego, zaryzykuję, że to jedne z najfajniejszych ich puzzli, jakie miałem okazję układać. Weneckie 2000 zrobiło na mnie duże wrażenie pod wieloma względami. Kolory rzeczywiście pokrywają z tym, co mamy obiecane na okładce. Duże, dobre, odpowiednio grube elementy. Spasowanie elementów. To była naprawdę czysta przyjemność.

Komu polecam? Każdemu! A jeśli myślisz, że Twoje 500-1000 nie dają Ci "przepustki" do układania takich elementacji, sprawdź konkretnie to dzieło. Zapewniam, że warto - jestem przekonany, że ten produkt połączy układających niezależnie od stażu, wieku, ale też gustów. Sam sięgałem po nie bez jakiegoś szaleńczego entuzjazmu, natomiast zdanie zmieniłem od razu po wysypaniu elementów. 10/10!




20241209

2000 Alpy latem (Trefl)

Mierzymy wysoko - hej, Alpy!

W końcu coś większego. Jak się okazało po przymiarce, górzyste 2000 od Trefla miało niemal wypełnić mi blat biurka. Nie ukrywam sporego podekscytowania, w końcu wreszcie wracam do czegoś większego!



Góra możliwości

Standardowy start od ramki, która szybko pokazała, że będzie trochę zabawy z zielenią. Oczywiście jesień sprzyja puzzlom, biję zresztą w ostatnich tygodniach jakieś swoje personalne rekordy pod tym względem, ale przydałby się jakiś dzień polarny. Bo ze światłem bywa różnie i mix lampek, oświetlenia sufitowego i resztek światła dziennego (z tym najtrudniej, bo kończąc pracę, światło dnia jest jedynie wspomnieniem i mało prawdopodobnym życzeniem na dzień następny) jest bardzo widoczny konkretnie na tym przykładzie. To nie cuda z ustawień aparatu/edytora zdjęć w telefonie.

Ale wracając do układania: na pierwszy strzał zaczęło się kompletowanie nieba (czy to wspomniana wyżej tęsknota za czystym i jasnym niebem?), natomiast granica z gruntem determinowała kolejne wybory. Naturalnie padło tutaj na górę, ale w toku układania łatwo było zauważyć elementy wody (szczególnie po ułożeniu góry. Góry układanki, nie góry-góry. No dobrze, NIEBA). A także kwiaty na pierwszym planie.




Jest i niespodzianka!

A było nią to, że do samego końca trzeba było się nieźle natrudzić z dopasowywaniem poszczególnych elementów! Było też sporo zamian, tj. "brakowało" jakiegoś elementu, żeby odkryć, że "pasuje" on w kilka miejsc... To układanka z przewagą "standardowych" kształtów, nie ma tu szaleństw, dominują klasyczne kształty i to w klasycznym cięciu.

Puzzle zdecydowanie polecam i są póki co najfajniejszą moją przygodą puzzlową tej jesieni. W kolejce już są kolejne, więc te szybko wracają do pudełka, ciekawe, w który zakątek Polski i w jakie ręce teraz trafią?