Mierzymy wysoko - hej, Alpy!
Góra możliwości
Standardowy start od ramki, która szybko pokazała, że będzie trochę zabawy z zielenią. Oczywiście jesień sprzyja puzzlom, biję zresztą w ostatnich tygodniach jakieś swoje personalne rekordy pod tym względem, ale przydałby się jakiś dzień polarny. Bo ze światłem bywa różnie i mix lampek, oświetlenia sufitowego i resztek światła dziennego (z tym najtrudniej, bo kończąc pracę, światło dnia jest jedynie wspomnieniem i mało prawdopodobnym życzeniem na dzień następny) jest bardzo widoczny konkretnie na tym przykładzie. To nie cuda z ustawień aparatu/edytora zdjęć w telefonie.
Ale wracając do układania: na pierwszy strzał zaczęło się kompletowanie nieba (czy to wspomniana wyżej tęsknota za czystym i jasnym niebem?), natomiast granica z gruntem determinowała kolejne wybory. Naturalnie padło tutaj na górę, ale w toku układania łatwo było zauważyć elementy wody (szczególnie po ułożeniu góry. Góry układanki, nie góry-góry. No dobrze, NIEBA). A także kwiaty na pierwszym planie.
Jest i niespodzianka!
A było nią to, że do samego końca trzeba było się nieźle natrudzić z dopasowywaniem poszczególnych elementów! Było też sporo zamian, tj. "brakowało" jakiegoś elementu, żeby odkryć, że "pasuje" on w kilka miejsc... To układanka z przewagą "standardowych" kształtów, nie ma tu szaleństw, dominują klasyczne kształty i to w klasycznym cięciu.
Puzzle zdecydowanie polecam i są póki co najfajniejszą moją przygodą puzzlową tej jesieni. W kolejce już są kolejne, więc te szybko wracają do pudełka, ciekawe, w który zakątek Polski i w jakie ręce teraz trafią?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz