Uwaga, doskonałość alert! Długo czekałem na tak fajną przygodę z Treflem, oto i ona! Motyw Wenecji jest w puzzlach powtarzalny, jak sobotnia kolejka w mięsnym, a mimo to zabawa trwa tu od początku do końca. I trochę później, ponieważ jest to już 2000, zatem i satysfakcja nieco większa. Ale od początku...
Co może zaskoczyć w puzzlowej Wenecji? No właśnie... Sięgnąłem zatem po już trzecią (a zapewniam, że wśród oczekujących jeszcze kilka), bo i rozmiar nieco niestandardowy, inna kolorystyka od ostatnio układanych rzeczy, do tego trzeba było nieco rozbić ten wenecki stos. Po Wenecji płynęliśmy już z Treflem (część tryptyku: 1000 "Wenecja" [LINK]) oraz w znakomitej układance obrandowanej jako "Empik" (1000 "Kanały weneckie o poranku" [LINK]).
Dzisiaj jesteśmy w Murano (jako jednostce) lub na Murano (jako wyspie). Nie wdając się w kwestie administracyjne, w wielkim skrócie, jest to część Wenecji, a weneckie wycieczki trudno sobie wyobrazić właśnie bez zahaczenia o słynące z wyrobu szkła Murano lub nieco dalej położonego, ale równie urokliwego, Burano.
Kochając Warszawę i wszystko, co z nią związane, w sposób naturalny Muranów jest dla mnie wyjątkowy (i to nie tylko dlatego, że przez moment mogłem mieszkać w samym jego sercu). A nazwę zawdzięcza właśnie włoskiej wyspie. Obecnie to już nie dzielnica, leży w Śródmieściu i na Woli. Natomiast niezmiennie dźwiga potężny historyczny ładunek. Do dzisiaj trudno przemieszczając się po Muranowie nie widzieć jakiegoś upamiętnienia tragicznych wydarzeń minionego wieku. Trzeba jednak mieć świadomość, że historią jest tu nasiąknięty każdy metr kwadratowy, nawet jeśli akurat nie widzimy obok tablicy i zniczy. Dzielnica została bowiem odbudowana (a raczej zbudowana od nowa) dosłownie na gruzach. Nie, to nie przenośnia. Do dzisiaj całe kwartały stoją na gromadzonych tutaj z innych części miasta zgliszczach oraz tych pozostawionych (bo było ich tu tak dużo). Stąd do wielu kwartałów wchodzimy po schodach. Do niedawna powszechne były zawalenia, obsunięcia czy inne uszkodzenia budynków wynikające właśnie z tego, na czym te budynki są zbudowane. Na pewno część z Was kojarzy zdjęcia zrównanego z ziemią fragmentu miasta z charakterystyczną wieżą kościoła św. Augustyna (który przetrwał, bo dla okupanta pełnił liczne istotne funkcje - magazynowe, obserwacyjne, łącznościowe, etc.). To właśnie Muranów, Dzielnica Żydowska, później Getto, a później, cóż... nowy układ ulic i miks modernizmu (koncepcja m.in. Bohdana Lacherta) z wymogami urzędników systemu słusznie minionego.
Mam świadomość, jak wygląda część Muranowa (mimo wielu wspaniałych ludzi i inicjatyw!) i nie wymagam od każdego, by podziwiał niektóre szaro-bure fragmenty naszych miast (choć jest ich coraz mniej!). Ale miejmy świadomość, że byli i są ludzie. I są historie. Tu jest kawał ciężkiej i pouczającej.
Książek o Muranowie jest wiele, ale dla zainteresowanych architekturą i/lub historią, polecę jedną nieco bliższą czasowo nam wszystkim. Będącą zarazem dobrą pozycją wyjściową do dalszych poszukiwań. A must-have(read) w biblioteczce nie tylko varsavianisty: "Stacja Muranów" Beaty Chomątowskiej.
Zrobiło się bardzo poważnie, a miało być pięknie i kolorowo. Wracamy do naszej układanki!















































