Toledo
Okres świąteczny sprzyja różnym okazjom - również dla nas, puzzlożerców! Choć zajrzę czasem na sklepowe półki, to raczej po to, by poszukać znacznie bardziej korzystnych ofert tychże obrazów w internecie. Natomiast wciąż preferuję puzzle z drugiego obiegu, czyli po prostu używki, puszczane dalej świat i sam również, upewniwszy się, że obrazek jest w dobrym stanie (i kompletny!), daję puzzlom kolejne życie.
Tym razem trafiamy do magicznego Toledo. Problem ze zwiedzaniem Toledo i wielu innych miejsc jest taki, że się nie widzi Toledo i tychże miejsc z daleka. Masło maślane? Niekoniecznie, bo ileż to turyści przeżywają rozczarowań różnymi miejscami, spoglądając przed dotarciem na piękne filmy z zdjęcia robione z drona, często przesadnie podrasowane. Absolutnie nie umniejszam samej miejscowości i polecam - nawet w deszczu i chłodzie!
Niepozorne ciężkiego początki
Ułożywszy ramkę, skupiłem się na niebie - było je łatwo wyselekcjonować i dość szybko udało się też je ułożyć. Zachęcony tempem, udałem się teraz na dół obrazu. O ile niebieski fragment obrazu powstał dość szybko, to reszta (czerń, cienie) sprawiły, że napotkałem na pierwsze trudności. I to jakie! Przyznam, że te puzzle uznałem za niezłe wyzwanie, bo potrafiły solidnie wyhamować hurra optymizm - mimo relatywnie niewielkich przecież rozmiarów.
Niekompletne? Nie, kompletne!
Nie zabrakło "ulubionej" atrakcji, czyli zarzekanie się, że brakuje danego elementu, gdy finalnie okazuje się, że ten szukany został dopasowany (przysięgam, bez wbijania młotkiem) w inne miejsce. Na ogól nie świadczy to zbyt dobrze o całości, ale tutaj to raczej czysty przypadek. Powtórzę się, mimo że to tylko 1500, naprawdę fragment (szczególnie dolny) trochę czasu mi zjadł.
Przyznam, że treflowe Toledo dostarczyło mi sporo fajnych wrażeń. Jest to miła niespodzianka i układanka ta zdecydowanie nie należała do najłatwiejszych, a nawet łatwych. Trzeba było się nieco wysilić (choć wspomniane przeze mnie niedawno światło dzienne, a raczej jego brak - szczególnie przy polskiej jesienno-zimowej szarudze, sprzymierzeńcem nie był), ale nie powodowało to żadnego znużenia.
Zdecydowanie polecam!