Pokazywanie postów oznaczonych etykietą układanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą układanka. Pokaż wszystkie posty

20250416

1000 Nationalflaggen (Piatnik)

Dzisiaj ciekawostka - dość niecodzienne puzzle. Choć akurat Piatnik lubi zaskakiwać (oczywiście, mimo wszystko bardziej poruszając się w "konwencjonalnych" wzorach), poziom trudności z pewnością nie ten co w "Korkach do wina" (które układałem już z Wami tutaj: LINK) czy "Nutach". Ale ciekawi dobór grafiki. Oto przed nami flagi wg Alvina Jewetta Johnsona, w oparciu o wykaz amerykańskiego Kongresu z 1868 r. Jak przyprawić o zawał największą liczbę patriotów z całego świata jednocześnie? Właśnie tym obrazkiem.

 

Należy pamiętać, że w XIX w. na porządku dziennym były nowe sensacje, odkrycia geograficzne, aktualizacje dotychczasowej wiedzy i osiągnięć. Świat nadal nie był dla każdego na wyciągnięcie ręki, znaczna część interioru kilku kontynentów pozostawała czasem wręcz nieodkryta dla człowieka świata zachodniego. Bazowano na starych relacjach i dziennikach odkrywców, czasem sprzed kilku wieków. Stąd wydania geograficzne z najnowszą wiedzą cieszyły się niezwykłym zainteresowaniem i w dobrym tonie było owe najnowsze osiągnięcia znać. 

W Stanach Zjednoczonych, pośród wielu wydawnictw, popularnością cieszyła się seria "Family Atlas". A nasz Alvin Jewett Johnson, o ile nie wniósł niczego do rozwoju kartografii, to z pewnością przyczynił się do uratowania swojego wydawnictwa, firmy, ale też dołożył cegiełkę do rozwoju zainteresowania kartografią i geografią ogólnie. A my, dzięki jednemu z takich wydań (i oczywiście Piatnikowi) układamy dzisiaj "Johnson's New Chart of National Emblems".

Tutaj więcej o projekcie Johnsona: LINK 

Pełna grafika: LINK1, LINK2

Mamy tu i polski akcent, ale reprezentuje nas... "Bandera wojenna flotylli wiślanej Królestwa Polskiego (Kongresowego)", dokładniej: "Bandera rufowa wiślanej wojennej flotylli rzecznej Królestwa Polskiego do 1833 roku" (źródło: Wiki, LINK). Dobre i to, szczególnie, że Polski na mapie nie było w ogóle...


Najważniejsza jest ramka. Ramki!

To takie puzzle, w których kluczowa będzie ramka. Ale w tej układance to nie takie proste. Po pierwsze, o ile jakościowo trudno się zazwyczaj przyczepić do Piatnika, tak tutaj... Cóż, byłem zaskoczony, ile razy zamieniane miejscami elementy niestety świetnie do siebie pasowały. Ba, żeby nie tracić czasu, ułożyłem najpierw wewnętrzną ramkę, tj. graficzne obramowanie dzieła Johnsona, żeby móc poprawnie dołożyć obramowanie puzzli.

Cherry picking

No nie do końca, ale to podobne układanie jak chociażby w niedawno przeze mnie układanym i opisywanym tu obrazie z uniwersum Harrego Pottera (LINK) lub "Zebrapad" (LINK). Układanie flag to po prostu dobieranie elementów i porównywanie/znajdowanie ich z obrazkiem. Co sprawia, że roboty jest duuuużo, aż do finiszu. Dosłownie!





Międzynarodowa przygoda

Samą zawartość obrazu traktujmy jako ciekawostkę, bo nie trzeba być znawcą, żeby zauważyć losowość w doborze flag. Sam och wybór może zaskakiwać (przykład Polski i tego, co nas reprezentuje). Mamy egzotyczne księstwa czy królestwa, terytoria zależnie, kolonie, ale też alternatywne flagi amerykańskie, rosyjskie, pruskie, austriackie... Niektóre kompletnie mijają się z jakąkolwiek prawdą historyczną (vide "Moorish"), inne to barwy rzeczywiście związane z jakimś krajem, ale na pewno nie w formie obowiązującej/głównej flagi. Z drugiej strony, to naprawdę burzliwe czasy, formujący się dopiero na dobre kraj (Stany Zjednoczone), inny punkt widzenia, inne geopolityczne priorytety na mapie świata. Cały czas powstającej i dopiero nabierającej ostatecznego kształtu.

Niezależnie od mniejszych i większych kontrowersji, to oczywiście kawał materiału do sprawdzenia. Coś, co każdego ciekawskiego pchnie natychmiast do internetu, żeby ten chwilowo zwolnił łącze od stories ze zwierzątkami, memami i newsami. 




20220224

1000 Linie, "Unmöglich" (Lais)

Nieeee, nie wybrałbym takich puzzli! 

Puzzle dostałem jako prezent od mojego brata. Wie, jak je lubię i starał się chyba rzucić mi swego rodzaju wyzwanie. A dlaczego bym ich nie wybrał? Układam obrazy, które przede wszystkim mi się podobają, samo zerkanie na piękną górę, krajobraz, ładnie oświetlone miasto, majestatyczny zamek etc., sprawia, że oko się nieco relaksuje. W tym przypadku, po godzinach pracy biurowej, pracy przy komputerze, patrzenie na załamujące się pod różnym kątem linie raczej irytowało... ((: Tym bardziej te konkretne puzzle potraktowane zostały raczej "zadaniowo". A po kilku godzinach, podczas których przyrost ułożonych elementów był nikły, oczywiście obudziła się żyłka ambicji, rywalizacji i po prostu stało się to "sprawą honoru". 

Unmöglich? Zobaczymy!


Dzień 1

Wiem już, żeby puzzli nie oceniać po okładce. Porzucić nadmierny optymizm, ale nie popadać też w drugą skrajność, bo z pewnością to nie pomoże. Co zastałem po otwarciu pudełka? Włos się lekko zjeżył. Pierwszy widok robi wrażenie, oczywiście zaskoczeniem nie będzie, jak napiszę, że początkowo wszystkie wydawały się być do siebie bardzo podobne, wszak zapewne to jedno z zamierzeń autorów.

Zaczynamy od ramki, ale przy okazji udało się znaleźć kilka wyglądających do siebie bardzo podobnie. Po odrzuceniu zbędnych elementów (linie niemal pod takim samym kątem!), powstał całkiem spory fragment górnej części obrazka.

 


Przy okazji, uznałem, że całkiem niezłym pomysłem będzie odnalezienie elementów z liniami przebiegającymi wzdłuż lub w poprzek elementu i ułożenie ich obok siebie. Znalazłem w ten sposób kilka pasujących do siebie, ale to chyba zbyt wczesny etap na taki "filtr".


Dzień 2

Drugiego dnia zająłem się próbą dopasowania wyciągniętych elementów. Chciałem napisać "charakterystycznych", ale jak usiądziecie do tych puzzli, będziecie wiedzieć, jak bardzo byłby to ponury żart. (:

 
Niemniej, z perspektywy czasu, z tego układania kilku mniejszych małych grup, zrobiło się kilka większych, które później łatwiej było zidentyfikować na obrazku.

Szybko też się okazało, że nie będzie tu miejsca na sortowanie puzzli po ich kształtach, bo patrząc na wielkość obrazu, można uznać, że niestandardowych elementów niemal... nie było. Na poniższym zdjęciu są prawie wszystkie z nich (trzy grupki na dole).

 


Dzień 3

W końcu postęp! Dołożenie większej liczby puzzli miało skutkować tym, że łatwiej będzie mi znaleźć inne potrzebne elementy. Że te kolejne łatwiej będzie zidentyfikować. Oczywiście, nic takiego nie nastąpiło. Tu nie ma zamku, nieba, trawy bądź drzew. O kolorystyce też nie ma mowy!  Momentami pomaga szukanie linii pod takim samym kątem, ale uwaga - szukanie ich pod kątem grubości linii w większości tego obrazu nie ma sensu, bo - choć nie rzuca się to w oczy z tych zdjęć - linie zmieniają grubość. Innym pomysłem było szukanie puzzli, w których większość stanowi czarny kolor. Jest to dobry pomysł, ale na dłuższą metę również nie gwarantuje sukcesu, bo trudno przyjąć jakieś sztywne kryteria podczas poszukiwań. Co jest bardziej białe? Czarne? Łatwo jest się zapędzić i okazuje się, że w sumie... pasują nam wszystkie. (:

 


 

Dzień 4

Najlepszym sprzymierzeńcem jest zawsze... dzienne światło! Szczególnie w przypadku tak minimalnie różniących się elementów. W końcu udaje się nie tylko powiększyć "zdobycze terytorialne", ale też połączyć je w jedno! Na szczęście, to już ten moment, po którym nie ma odwrotu, wiesz, że już bliżej.



 

Dzień 5

Dopiero teraz można w miarę szybko (z naciskiem na "w miarę") zidentyfikować niedopasowany element. Wciąż jednak nie gwarantuje to sukcesu. Patrząc na to zdjęcie, wydaje się, że to już koniec, że to już tylko szybkie dokładanie pozostałych puzzli. Nic z tych rzeczy, ten obraz gwarantuje zabawę do końca.


 

Dzień 6

Nie. Nadal nie jest łatwo! (: Tak, jest znacznie łatwiej. Szczególnie, jeśli pomyśli się o tym, jak trudny był początek. Udało się znaleźć kilka kluczowych elementów. Ale, co ciekawe, nadal wzięcie jednego z pozostałych elementów nie gwarantuje jego dopasowania chociażby do przybliżonego miejsca na tworzonym obrazie.

 

A tak "pasowały" do siebie niektóre elementy. Sami przyznacie, że tradycyjnie sortowanie elementów tutaj raczej nie miało sensu.


Dzień 7

Napiszę zupełnie szczerze. Końcówka to już niedokładny wyścig w milczeniu. Przykładanie elementu, obracanie go na wszystkie strony, pasuje - pasuje, nie pasuje - bierzesz kolejny. Nie wiem, czy było miejsce na typową radość po skończeniu fajnego projektu, raczej wielka ulga, że to już. Szybkie zdjęcie do brata i zamknięcie pudełka. 

Nie ukrywam, było trudno. A raczej mniej przyjemnie, niż przy dotychczasowym obcowaniu z puzzlami, bo też nie napiszę, że było to najtrudniejsze zadanie świata. Trudne były dla mnie puzzle z korkami od wina (1000 Korki do wina - Piatnik), ale jakże przyjemniej było tam spojrzeć na elementy, powstający obrazek i samo pudełko!

 

 

PS 

Polecam? Tak! Dla kogo? Nie dla wszystkich! I nie piszę tego, żeby wywołać, pobudzić jakąś żyłkę współzawodnictwa. Po prostu... niektórych może coś trafić, nawet z jasnego nieba. 

Puzzle są dość męczące, ale uwaga! Były też dla mnie raczej średniej jakości. Nie spotkałem się do tej pory z tym, żeby elementy pasowały dwoma, czasem trzeba stronami do bezpośredniego otoczenia. Oczywiście rozumiem pułapkę polegającą na tym, żeby nieco oszukać układającego, ale odnoszę wrażenie, że tutaj to raczej niezamierzone. Ponadto, widać kilka linii, które raczej są niedopatrzeniem w materiale składanym do produkcji/druku. Nie jest to najlepiej widoczne na poniższym zdjęciu, ale z pewnością nie można było odnaleźć śladu tych linii na pudełku. A tego typu przerywane, nieco rozmazane linie, występują niestety w kilku miejscach. Psuje to nieco estetykę. Niemniej, poznałem w ten sposób firmę, która ma do zaoferowania inne, ciekawie zapowiadające się obrazki. Z racji innego rodzaju obrazów, powinny też być bez "skazy" w postaci chociażby wyżej dziwnych linii.



20210302

1500 Hilda Peak (Castorland)

Góry, małe puzzle - 1500 elementów. Przy okazji internet i "podróż" dzięki GoogleMaps - Hilda Peak ma ponad 3000 metrów i choć sama w sobie wygląda imponująco, równie smacznie wygląda cała jej okolica. Potęga przyrody amerykańskich i kanadyjskich parków krajobrazowych jest doprawdy imponująca!



Oprócz relatywnie niedawno układanych korków do wina [LINK], sięgam raczej po te puzzle, które mają 3000 elementów lub więcej. Wydawało mi się, że pójdzie łatwo i przyjemnie. Ale to już chyba tradycja - oceniamy zawsze po okładce (cóż, lepiej puzzle, niż kierować się tą zasadą na co dzień). A to ile mają elementów, a to ładny obrazek, a to fajne kolory.

Trochę zaskoczyło mnie, że to choć to stosunkowo mały obrazek, elementy są całkiem drobne. Sprawia to, że całościowo rzeczywiście dzieło powstało dość szybko, o tyle z wyszukiwaniem pewnych części trzeba było się dobrze natrudzić. 

Wydaje mi się (na tyle, na ile z moim doświadczeniem mogę to ocenić), że mimo wszystko mógłby być nieco większy poziom detali. Ale może taki właśnie był zamiar? Zwróćcie uwagę też na różne warstwy kolorystyczne (prawa część obrazu). To tylko pozorne ułatwienie, bo bywało tak, że dwa łączące się elementy dzieliło wszystko oprócz tego, że łatwo w siebie wskakiwały. Choć nadal nie było to tak odczuwalne, jak przy wspomnianych korkach. (:

 

Podejście 1 - dlaczego nie ramka?

Dlaczego zacząłem od nieba? Po otwarciu pudełka, szybko zobaczyłem, że będzie trochę roboty z bardzo ciemnymi puzzlami przedstawiającymi zieleń i wolę przystosować oko startując z góry. 

 

 

Dlaczego nie ramka? Nie jest to wbrew pozorom najlepszy w mojej opinii wybór - trochę już wspominałem o tym we wcześniejszych wpisach. Puzzle nie są ogromne, a zamykając sobie obrazek ramką - po pierwsze, niewiele zyskujemy (nawet optycznie), a po drugie utrudnia to "transport" puzzli na swoje miejsce. Oczywiście, można ramkę ułożyć, a następnie podzielić na kilka części. I to hcyba optymalny kompromis.


Podejście 2

Niebieskie elementy stanowią ok. czwartą część całego obrazka i są trochę "tricky". Jaśniejsze (niemal białe) i ciemniejsze puzzle występują bowiem niemal na całej rozpiętości przedstawionego w tym ujęciu nieba.

Po przyzwyczajeniu oka, dużo jednak było tu układania najbardziej "pragmatycznego" - po kształcie. Z racji różnic w oświetleniu, nie o każdej porze doby czułem komfort operowania jedynie po kolorze.

 




Podejście 3

W toku układania nieba, oczywiście trafiałem na elementy, które z czasem również zacząłem separować od reszty. Pomny doświadczeń, wiem, że jeśli wpadam na element kilka razy i znam już go "na pamięć", potem to właśnie jego będę szukać niemal do końca przygody z obrazkiem. (:

Zacząłem zatem układać charakterystyczne elementy, które niejako zdeterminowały również moje kolejne kroki. Zacząwszy dokładać kolejne, wiedziałem, że nie ma innego wyjścia - robimy środek!

 



 

Podejście 4

W miarę dokładania kolejnych maluchów, docieramy do momentu, w którym zostaje nam niemal sama zieleń. Krótko po tych zdjęciach udało się szybko skompletować niemal 2/3 obrazu - z wyłączeniem dołu i lewej strony, czyli wspomnianej zieleni.





 

Podejście 5

Tutaj, nie ukrywam, łatwo na początku nie było. Graniczące ze sobą elementy (np. między jasną a ciemną zielenią) potrafią na pozór zupełnie do siebie nie pasować. Ale to nieduży obraz, zatem zanim się przyzwyczaimy, tak naprawdę kończymy zabawę! (:




 

 

Koniec!

Warto? Warto! Choć z przyjemnością wrócę teraz do czekających na mnie nieco większych puzzlowych wyzwań. Obrazek polecam zarówno tym układającym większe jak i mniejsze układanki. Nie jest on dość oczywisty w układaniu i długimi momentami wchodzi chyba na średni poziom trudności - oczywiście w totalnie abstrakcyjnej skali - póki co, ze względów logistycznych operuję do 3 lub 4 tysięcy i stąd moja ocena.

 



 

20200318

4000 Wielka mapa fizyczna świata (Trefl)

Uwielbiam mapy, zatem te konkretne puzzle chodziły za mną od dawna. Mimo chyba całkiem pokaźnej liczby elementów, zdawały mi się jednak bardzo proste. Pisałem jednak, jak to jest z puzzlami i że "zdawało mi się" oznacza czasem kłopoty. I faktycznie, choć stopień trudności nie jest tu najwyższy, challenge był, nie jest to układanka aż tak prosta, jak się wydaje.

Rzeczywiście, obszar pokryty napisami, opisami, nazwami geograficznymi jest dość spory, aż trochę za duży. Fajnie by było ułożyć coś podobnego, ale bez kilku niepotrzebnych dodatków, z pewnością, poza samymi kontynentami, czas układania znacząco by się wydłużył.

O obrazkach mowa, a jesteśmy tu dla obrazków, zatem do dzieła! (:




Dzień 1

Elementy z dolnej części obrazka tak agresywnie atakowały, że grzechem byłoby rozpocząć od czegoś innego. "A dlaczego nie ramka"? A dlatego, że to raczej nie ma sensu przy tak dużych puzzlach. Jedyne, co osiągniemy, to ograniczenie sobie przestrzeni działania. Chyba że, oczywiście, po prostu sobie będziemy odkładali elementy ramki.





Dzień 2

Największym przeciwnikiem okazało się...światło. Lato nie zawsze sprzyja regularnemu układaniu ("za 20 minut nad Wisłą/w parku/w lesie/u Ciebie/u mnie?"), a w pozostałych porach roku źródło oświetlenia robi naprawdę różnicę. Szczególnie, jeśli główne źródło światła, którego używacie jest żółte - a zapewne jest, bowiem białe męczy oczy i raczej rzadko stosuje się je w pomieszczeniach domowych, w których głównie spędzacie czas (za to świetnie się nadaje w pomieszczeniach przejściowych lub łazience etc.). Tym razem nie używałem żadnej lampki (oprócz lampek niemających nic wspólnego ze światłem, za to określanymi np. mianem lampek czerwonego wytrawnego...), a to był błąd. Wynikał zapewne ze wspomnianego wcześniej lekkiego zbagatelizowania tych puzzli.

Poniższe zdjęcie wyjątkowo robione w dzień. Celowo bez filtrów (jak i wszystkie tu pozostałe). Różnica może mało widoczna, ale uwierzcie, w świetle dziennym, układanie tego dzieła było o niebo (nomen omen) przyjemniejsze.


Dzień 3

...ale nie narzekajmy. Alea iacta est, kości puzzle zostały rzucone, trzeba działać, jeśli zamierzamy kiedykolwiek przywrócić swobodne przejście w głównym pomieszczeniu mieszkania. (:







Dzień 4

Mały przełom. Ponieważ uparcie trafiałem na elementy północnego wybrzeża Eurazji, moje "zejście na ląd" rozpoczęło się właśnie tutaj. Ciekawe, czy
np. Australijczyk lub Amerykanin rozpocząłby, mniej lub bardziej świadomie, przygodę z lądem z tych puzzli od swojego kontynentu?






Dzień 5

Zaczyna się dziać. Są takie momenty, że ma się największy skok. Zwykle zwiastuje on późniejsze stanie w miejscu, ale... Wyglądało to tak:






Dzień 6

Gdy kończysz kontynenty i uparcie szukasz wysepek, będących pojedynczymi kropkami na pozostałej niebieskiej masie puzzli, żeby tylko nie brać się za oceany. (:




Dzień 7

"Teraz będzie łatwo" vs. "pudełko niebieskich puzzli, które same wskoczą na swoje miejsca". No nie. Tak łatwo nie ma.




Dzień 8

Układanie wody w tym momencie zdeterminowane było sortowaniem elementów "wodnych" zawierających niebieskie bądź czerwone linie, oznaczające prądy. Nawet jednak to, jak się domyślacie, miało swój kres, ale to pierwsze puzzle 3000+, w których nawet na tak późnym etapie, nie używałem sortowania po kształcie. A swoją drogą, ostatnie zdanie brzmi tak łatwo, jak włączenie jakiegoś przycisku.



Dzień 9

Dzień 9, a właściwie i 10. To, czego światło, późna pora, nie umożliwiły nocą, rankiem było przyjemnym finiszem (tak, nadal piszemy o puzzlach, proszę nigdzie nie zgłaszać tej treści!). Satysfakcja ogromna, choć najtrudniejsze puzzle to nie były. Na pewno rekompensuje to wielkość obrazka i liczba elementów. Szczerze polecam, zresztą... Puzzle do wymiany na inne! (: