Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antique. Pokaż wszystkie posty

20260311

6000 Antique Nautical Map (Clementoni)

6000 po raz pierwszy! Jak było? Czy to naprawdę "mission impossible"? Jakie największe wyzwania czekały na mnie wraz z tym gigantem? Co najbardziej zaskoczyło? Ramka? Sortować, nie sortować? 


Tym razem wybór puzzli z półki był wyraźnie motywowany porą roku, a raczej towarzyszącą jej aurą. O dziwo, w tym roku w Polsce zima przypominała zimę, nawet w sercu miasta. A jeśli nawet gdzieś nie było biało, to siarczysty mróz, ślizgawica i sporadyczny wiatr skutecznie zachęcał do pozostania w domu. Połączywszy to z chęcią sięgnięcia po "coś z mapą" i może "coś większego", spojrzenie niebezpiecznie często zatrzymywało się na największym pudełku na regale. Do tego pudełku niewymiarowym (w stosunku do innych), zatem skutecznie striggerowane OCD pięknie rezonowało z pozostałymi zachętami w głowie do sięgnięcia właśnie po sześciotysięcznik od Clementoni.








Puzzle używane, więc przy układaniu wielokrotnie zastanawiałem się, czy po wielu dniach zmagań, na pewno nie będzie jęknięcia zawodu z uwagi na brak elementu bądź elementów. Obawy tym większe, że te "używki" były spakowane dość niedbale. Były po prostu wszystkie razem luzem, do tego kilka puzzli już "wychodziło" z opakowania, bo były między tekturami pudełka i pokrywy.

Przy okazji układania tak dużego (dla mnie) obrazu, odpadło zastanawianie się, na ile worków puzzle są podzielone. I następnie dylematu, czy worki ze sobą mieszać lub nie. Oczywiście, jak wspomniałem wcześniej, wszystkie elementy były zmieszane w jednym miejscu.

Dodam, że absolutnie nie chcę umniejszać układającym 9000, 32000 i inne szalone liczby, pracującym z podzielonymi workami. Szanuję i pewnie układałbym tak samo - wg mnie w żadnym wypadku nie powoduje to, że Wasza praca jest mniej imponująca!









Logistyka i ...gimnastyka

Obraz ma niemal 170 x 120 cm! Co to oznacza? Tak, potrzebujesz sporo miejsca. Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o wolne 170 x 120 na podłodze lub duuużym stole. Potrzebne jest miejsce minimum z dwóch, może trzech stron, żeby mieć możliwie swobodny dostęp po prostu... do dokładania puzzli. Szczerze mówiąc, wykorzystywałem większość dostępnej, centralnej części największego pomieszczenia (mieszkanie w bloku). A mimo to, w moim przypadku mogłem mówić o sporej przestrzeni tylko z jednej strony (prawy bok), z drugiej (lewy bok) stał spory stolik, na którym miałem wysypaną sporą część elementów. Przestrzeń za górną krawędzią była dla mnie niedostępna, a pod dolną miałem naprawdę minimum na swobodne przejście, szczególnie przy wysypanych mniejszych porcjach puzzli. Starałem się trzymać tam tylko te elementy, których aktualnie potrzebowałem.

Puzzle o tyle specyficzne, że trudno tu wysortować jakieś wielkie grupy elementów tak, żeby układać tylko poszczególne obszary i potem je ze sobą łączyć, poczynając od tych najbardziej od siebie oddalonych i - z mojej perspektywy - najmniej dostępnych. A to prowadziło do tego, że przez kilka ładnych dni miałem niezły trening rozciągająco-sprawnościowy. 

Tu też słowo o ramce. Staram się jej nie układać jako pierwszej. Ba, sam polecam pominąć ramkę szczególnie w większych niż 1000 elementów układankach. Dlaczego zatem przy... sześciokrotnie większym dziele widzicie ułożone obramowanie? Nie ukrywam, że chciałem szybko widzieć potrzebną przestrzeń, jej rozmiar. Do tego dość "pstrokaty" wzór, mapa z elementami ozdobnymi, sprawiała, że odpadała jakaś konkretniejsza selekcja i układanie "strefami". Aż wreszcie, paradoksalnie to przy tak dużych puzzlach przekonałem się, jak bardzo dołożenie nawet jednego elementu pcha pracę do przodu - zatem perspektywa "wypchnięcia" z oczekujących puzzli tylu elementów zdecydowanie zwyciężyła.








Minusik albo raczej... gruba krecha

Nie było ich zbyt wiele, ale kilka z nich pochłonęło sporo czasu. Naprawdę sporo! Konkretnie: dużo elementów pasowało nie w dwa, a w...cztery miejsca. I nie żartuję. Jak wspomniałem wcześniej, ramka powstała niemal na początku, ale nie traciłem czasu na jej zamknięcie. Wydawało mi się, że wysortowałem wszystkie krawędzie, ale im więcej obrazu ułożyłem, precyzyjniej umiejscowiłem pierwsze kompletne małe fragmenty, tym bardziej coś się nie zgadzało i domyślałem się oczywiście, że błąd tkwi właśnie w obramowaniu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kilka elementów pasuje (ok, pasuje bądź prawie "pasuje") w kilka miejsc. I tak z drobnej, jak mi się zdawało, korekty ramki, powstała sprawa na kilkadziesiąt minut.

To jednak jeszcze nic. Zdziwienie bowiem dopiero miało nadejść w późniejszych etapach. Na obrazie widzicie różne "obrazki" towarzyszące głównemu motywowi - mapie. Dużą przesadą Clementoni było to, że niemal identyczne elementy występowały niemal symetrycznie w... czterech miejscach obrazu.

"Niemal", bo jednak minimalnie różniły się jasnością. Ale i tak uważam, że jeśli mamy CZTERY podobne do siebie mini-ramki i w danym miejscu występuje element w IDENTYCZNYM kształcie i z identycznym motywem, pasuje dokładnie w tym samym miejscu każdej z tychże "mini-ramek", to jest to po prostu mało poważne. Dla mnie to jest wada, a nie potencjalne potknięcie układającego.

Chcąc Wam pokazać dokładnie przykłady, musiałbym temu poświęcić osobny wpis, natomiast poniżej zdjęcia z końcówki układania, gdy została mi "tylko" woda, to jest obszary mórz i oceanów na mapie. to białe/kremowe tło z różną ilością szarych bądź czarnych kropek.






Od razu ustalmy istotny szczegół: "woda" na mapie (a raczej częstotliwość i odcień tła lub kropek) potrafi się zmienić w kilku obszarach dosłownie na "przestrzeni" jednego/dwóch elementów, więc... nie, same różnice w kolorach i stylu kropek zdecydowanie nie wystarczą. Nieco uprzedzając fakty - kończąc puzzle, zostałem z dwiema pustymi przestrzeniami i dwoma elementami, które IDEALNIE pasowały kształtem, ale nie stanowiły całości z otoczeniem. Dla smaczku dodam, że również i tu, błędy tego typu występowały "symetrycznie".

Wspomniane szczegóły były dość frustrujące, bo... aż trudno było w nie uwierzyć! Niemniej, podkreślmy, to dosłownie moment, biorąc pod uwagę całość czasu układania. I nie umniejsza całości funu płynącego z tej puzzlowej przygody.

Mission Impossible? Wyzwania?

Jakkolwiek to zabrzmi, szczególnie dla układających przywiązanych do puzzli 500-1000, to dość...proste zadanie! Jeśli tylko masz na nie miejsce, nie zastanawiaj się, czy dasz radę. Choć trudno w to uwierzyć, układałem sporo pudełek 1000-1500, które nie dość, że zajęły mi więcej czasu, to z pewnością pochłaniały wyraźnie więcej zasobów cierpliwości. To NIE JEST Mission Impossible, to trochę więcej pracy. Ale mimo zmieszanych sześciu tysięcy elementów, to nie jest specjalnie wymagające zadanie.

O wiele większym wyzwaniem było za to np. utrzymanie wszystkiego w czystości.

O ile długo układane puzzle 1000-1500 elementów to mały fragment Twojego pomieszczenia, to zajmujące większość "używalnej" części pokoju puzzle to już coś, co powoduje, że musisz mieć pomysł na kurz i pozostałe zanieczyszczenia. Nieusuwane oczywiście będą się namnażać w niekontrolowany sposób. Ale z pomocą pewnej znanej miotełki do kurzu i przede wszystkim odkurzacza z końcówką z gęstym miękkim włosiem, problem znika w zarodku.











Sortowanie - układanie

Nie polecam "zapętlić się" w sortowanie każdego fragmentu - to nie "tysiączek". O ile jest kilka oczywistych obszarów, które możemy wyodrębnić (np. Afryka, od której zacząłem), to puzzle są na tyle duże, że chyba traci to nieco na znaczeniu wobec motywu, który układamy. Dużo bardziej zrozumiałe byłoby to przy np. gradientach lub ogromnych fragmentach w jednym kolorze. Polecam nieco wypośrodkować chęć/czas na przeczesywanie 6000 drobinek z funem, radochą ze spontanicznego dokładania, przymierzania elementów. Widząc, że dany fragment całości mi idzie, a elementy same mi wpadają w dłoń, skupiałem się właśnie na nim i wtedy rzeczywiście skupiałem się na wyszukiwaniu większej liczby puzzli danego obszaru. I znowu, nie robiłem tego do końca, na 100%. Pozwalałem sobie iść dalej, gdy widziałem, że znajduję coraz mniej elementów lub miałem chwilową trudność z dopasowaniem tych już wybranych.

Wytrwałość i konsekwencja w powyższym zapewniła stały i odczuwalny progres. Jednocześnie zapewniało stałe zajęcie nawet w momentach, gdy nie skupiałem się na jednym konkretnym fragmencie, co jeszcze bardziej odświeżało głowę i pchało do przodu. Znajdując bowiem brakujące przy poprzednich sortowaniach elementy, od razu wiedziałem, gdzie takie znaleziska dołożyć.

Czy geografia (znajomość mapy) mi pomoże?

Jeśli jesteś z niej bardzo dobry, pomoże Ci...dosłownie w kilku elementach. Jeśli do tego dodasz ogólną wiedzę z historii świata, poznajesz łacińskie frazy, zyskasz kolejnych kilka - pod warunkiem, że wiedzę z tych kilku dziedzin połączysz (przykład dalej). Czy zatem ma to jakieś znaczenie? Moim zdaniem, marginalne. Równie szybko znajdziesz właściwe miejsce elementów układając po prostu "po obrazku". Oczywiście, musisz mieć minimalną chęć układania historycznej mapy. Samo to będzie równie dużą pomocą, jak kilka elementów, które dołożysz dzięki wiedzy, że np. Madagaskar był "Wyspą Św. Wawrzyńca", a "Wyspa Św. Wawrzyńca" to po łacinie "Ins S Lavrentii".

Tekstu na właściwej mapie jest naprawdę mało. Zatem kilka portów w Ameryce Pd., Afryce czy Azji/Oceanii znajdziesz równie szybko po samym kształcie tekstu, czcionce i towarzyszącym szczegółom.

Reasumując, znajomość geografii pod kątem mapy świata ma tu znaczenie pomiędzy "nieistotne" a "marginalne". 




La Fin du Monde

Ależ to była piękna przygoda! Aż jakoś przyjemniej patrzy się na oczekujące mnie trzy i czterotysięczniki. Piękne wyzwanie, zakończone sukcesem, chyba dość szybkim. Całość zajęła mi dwa tygodnie, ale ani jednego dnia nie mogłem poświęcić chociażby w połowie. To naprawdę spokojne układanie, momentami wręcz z doskoku, tj. pomiędzy innymi czynnościami. Prawdopodobnie przy bardziej skomplikowanych wzorach, taki tryb układania niespecjalnie przekładałby się na zauważalny progres (lub by go wręcz uniemożliwiał, ze względu na brak wystarczającej koncentracji, skupienia i zagłębienia się w obraz i odpowiednią strategię, czy po prostu pomysł na nie).

Komu polecam? Mam tu pewien dylemat, ale spróbujmy określić potencjalnie najbardziej zadowoloną grupę docelową. Moim zdaniem będzie to ktoś dorosły lub starszy nastolatek, z zacięciem do podróży, wiedzy o świecie, historii czy geografii ogólnie. Jak najbardziej do pracy grupowej, więc przy rodzinnym układaniu nie widzę przeszkód, by uczestniczyliby w nim i młodsi puzzlowi adepci. Ale to oczywiście moje domysły, bo ile osób ułoży taką mapę lub motyw z bajki Disneya, bo odpowie komuś "ja tego nie ułożę?!".

Jestem pozytywnie zaskoczony efektem, taki format i mimo wszystko ogrom pracy robi wrażenie i moja przesadna samokrytyka lub wręcz umniejszanie sobie zostały w końcu czymś skutecznie zagłuszone. Satysfakcja gwarantowana, zarazem dla mnie duże przełamanie, bo po powrocie do puzzlowego hobby poruszam się głównie w puzzlach 1000-1500 (czasem nieco mniejszych, czasem nieco większych).

Układając 6000 Antique Nautical Map od Clementoni miałem pomysły na dziesiątki wątków, którymi chciałem się z Wami tu podzielić. Z pewnością nie poruszyłem wszystkich, ale rozmiarowo tekstem niewiele odbiegam od opisywanego giganta, więc tu Was zostawiam. Mając nadzieję, że nie tylko zdjęcia, ale i kilka moich słów zachęci kogoś do zmierzenia się z tym fantastycznym wyzwaniem.

Zachęcam też do obejrzenia pozostałych puzzlowych zdobyczy z mapą:




20250314

1500 Antyczna mapa świata (Schmidt)

Każda mapa wywołuje we mnie całe mnóstwo emocji (przykładem znakomite 4000 - LINK). Potrafię też spędzać godziny nad mapami w wydaniu cyfrowym, szczególnie wobec możliwości, które dają nam obecne czasy. Ale jeśli układasz ten obraz tylko dla samej mapy, cóż, nie będzie to najlepszym możliwym wyborem, bo po prostu jej...mało! Uprzedzając - tak, to kolejna fantastyczna puzzlowa przygoda, a obraz jest wspaniały!

Co układamy?

Dla bardziej dociekliwych: "nova totius terrarum orbis geographica ac hydrographica tabula" ("a new geographical and hydrographic map of the entire world") - dzieło Jana Janssoniusa (1632 r.). Zajrzyjcie koniecznie (ale jednak w wersji desktopowej) na oryginał, który można sobie wygodnie powiększać w świetnej jakości - LINK.

To w końcu jak z tą mapą?

Trochę jej jest, ale trochę nie za dużo. A ponieważ nie jest to zbyt duży obraz, nie ma mowy o wykazaniu się wiedzą geograficzną. Spójrzcie na całą kompozycję, odejmując z wewnętrznej części dzieła elementy ozdobne, to ok. czwarta część obrazu. Początkowo może też uderzać liczba podobnych do siebie obrazków otaczających mapę, szczególnie ich obramowania - nie lękajcie się! Po wyselekcjonowaniu podobnych elementów, szybko dostrzeżecie różnice pomiędzy ozdobnikami z każdej części układanki.

"L’ombelico del mondo"

Nie każdy jest fanem piosenki Jovanottiego, ale i bez tego można się poczuć jak "pępek świata". W pozytywnym znaczeniu! Skupiając się na plusach, to bardzo ładna kompozycja, a z racji tego, jak charakterystyczne są elementy, mniejszym cierpieniem staje się tak często wspominana przeze mnie kwestia światła. Zatem, jeśli często ta kwestia powoduje u Ciebie dyskomfort i zastanawiasz się nad układaniem tego obrazu, natychmiast ściągaj go z półki!


Świetna przygoda z polskim akcentem

Pokuszę się o stwierdzenie, że 1500 to stanowczo za mało, żeby oddać szczegółowość pierwowzoru. I dać układającemu większy wpływ na powstawanie dzieła - części ozdobnej i samej mapy. Niemniej, bardzo podoba mi się pomysł przeniesienia właśnie tego obrazu na puzzle. Nie wspominając o tym, że czeka Was tu kawał świetnej zabawy - i to z polskimi akcentami!