Dzisiaj prawdziwy chillout, być może dla niektórych połączony z odnową duchową. A to świetnie się składa, bo moje "sacrum" również ma dużo wspólnego ze świętością - kocham święty spokój i zdaje się, że takowy możemy tu zastać. Nawet jeśli naszym celem podróży nie jest urokliwa kapliczka (ale droga sama w sobie he he). Co robimy, gdzie jesteśmy? Odwiedzamy Kretę i odkrywamy małe magiczne miejsce, dalekie od turystycznych szlaków.
Ale gdyby człowiek samym chilloutem, spokojem czy modlitwą człowiek się jednak nie nasycił, na wszelki wypadek w najbliższym otoczeniu - oprócz absolutnie niczego - jest też knajpa, podobno z dobrym jedzeniem. Gdyby i to nie wystarczyło, odnowę może przynieść piwo. I ouzo. W razie przesady, szybkie otrzeźwienie przyniesie spojrzenie na mapę i prawdopodobnie wysokość rachunku za odwiezienie.
Ok, nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, co właściwie układam - skoro mamy zdjęcie i do tego podpis. Otóż okazuje się, że znalezienie tego miejsca wcale takie błyskawiczne nie było. Finalnie trafiłem - to zachodnia część wyspy, jej południowe wybrzeże (Wiki z dumą informuje, że to...piąta największa wyspa na Morzu Śródziemnym. Wow, przypomniała mi się norweska grupa Ylvis, gdy w kawałku "Massachusetts" z dumą witają w "14 największym stanie USA", polecam!).
Koniec heheszków, nasz skarb, dzięki któremu mamy wspaniały obrazek Castorland, to Ekklisia Agios Pavlos (Εκκλησία Άγιος Παύλος), a na mapie znajdziecie to tutaj (LINK).
Dużo niebieskiego, prawda? Spokojnie, to Castorland. Takie niebo można sobie układać naprawdę przyjemnie, szybko i spokojnie. Co zapewne Was nie zaskoczy, oczywiście te wszystkie niebieskości i morskości były najszybciej układaną częścią układanki. Więcej czasu zajęła pozostała mi część (horyzont, pierwszy plan), ale i to poszło nad wyraz sprawnie.
Puzzle mogę "w ciemno" polecać każdemu, m.in. ze względu na dopasowanie, wykrojnik. Dosłownie kilka dni temu również to samo aż zwróciło moją uwagę przy puzzlach 1500 (Piramidy w Gizie - LINK), teraz mogę to powtórzyć. "Aż", bo jednak nadal mnie to czasem pozytywnie zaskakuje, a Castorlandy zdążyłem poznać już całkiem nieźle.









