Wspominałem kilka razy sytuację, w której na biurko trafia coś, czego raczej sami byśmy nie wybrali, prawda? Wiemy też, że można być potem bardzo fajnie zaskoczonym, a już efekt pracy każe zupełnie zapomnieć o jakichkolwiek wątpliwościach towarzyszących początkom.
20251001
750 Astrological Diner by Giorgia Lancellotti (Ravensburger)
20250507
1000 Moon (Professor Puzzle)
Epicka przygoda dobiegła końca. Te puzzle zacząłem układać w...2022 roku. I były moją małą klątwą. Układane w kilku dzielnicach Warszawy, ale też w kilku podwarszawskich miejscowościach. Ułożone fragmenty zdążyły się też rozpaść (niemal do stanu początkowego!) podczas wielu przeprowadzek i zawirowań lat ostatnich. A finalnie musiałem...kupić takie same (a wcześniej je znaleźć)! Bo okazało się, że brakuje mi dwóch elementów. Brzmi jak horror? I tak też było!
Wycie do Księżyca
Czy to najtrudniejsze puzzle, jakie układałem? Chyba tak, Linie, "Unmöglich" (Lais) wydają się przy tym niewinną zabawą, a już na pewno takową były Korki do wina (Piatnik). Zaznaczę, że każdy ma nieco inne preferencje i dla każdego co innego jest wyznacznikiem trudności. Co było tutaj najgorsze - obrazek przecież stwarza pozory całkiem przyjemnego. Taaaak, po ułożeniu! Wariacja czerni i szarości, elementy pasujące w różne miejsca lub takie, które pasują gdzieś tylko dlatego, że nie ma dla nich innego miejsca, "nieostre" zdjęcie Księżyca, różne kształty elementów - nawet nie da się wyselekcjonować całej ramki! Do tego nawet, jeśli już się przyzwyczaisz do subtelnych różnic w barwach i ostrości różnych części, to delikatna zmiana światła pozwoli Ci tę zabawę zacząć od początku. Sounds like fun?
Po co obrazek do obrazka?
Jak to opisać? Elementy znacznie różnią się rozmiarami i kształtami, raczej trudno tu o odkrycie jakiegoś "patentu", układu. Oczywiście ułożona całość sprawia, że człowiek...głupieje, nie rozumiejąc, co tu tak rozkłada cierpliwość. Są różne odcienie, pojawia się wariacja z niebieskim (lewa górna część obrazu). Niemniej, szczegóły są bardzo "rozmazane" - nieodzowną częścią układania było studiowanie dołączonego do puzzli obrazka - nieco powiększonej okładki. Nie rozumiałem, po co ten dodatek, ale szybko zostałem skarcony - uwierzcie, finalnie ta pomoc była nieźle sfatygowana.
Fail płaskoksiężycowców
A wszystko - z przyczyn oczywistych - w kształcie koła, z elementami rozchodzącymi się od środka. Co z kolei powoduje, że momentami perspektywa oglądania obrazka, zerkania na pomoc i samego układania może wydać się złudna. Ileż to razy trzymając element, po uważnym przestudiowaniu pomocy, mówiłem do siebie "ha! Wiem, gdzie to!", a po kilku sekundach nie wiedziałem, co i gdzie sprawdzałem i...że do niczego mi to nie pasuje, bo niczego takiego nie mogę znaleźć.
Gooooolajednakspalony
Czasami dołożeniu jakiegoś elementu towarzyszył niemal okrzyk radości, by po chwili stwierdzić, że nie dość, że niewiele póki co mi to zmienia, to jeszcze rodziły się wątpliwości, czy oby na pewno dana część będzie w tym miejscu. I rzeczywiście, kilkukrotnie przybudowywałem całym fragment. Jak się domyślacie, emocje przy tym były już nieco inne, niż opisywane na początku akapitu. A że zawsze gdzieś na świecie jest przed 22, nie będę się zagłębiał w ich opisywanie.
Księżyc nie dość, że jeden, to jeszcze wybrakowany
Co teraz? Z dziką przyjemnością powrócę do Alp, miast, panoram, zamków i wszystkiego innego! Nie wiem, czy bardziej się cieszę z samego Księżyca, czy tego, że wielokilometrowa (i też - kilkuletnia) podróż naszego naturalnego satelity po aglomeracji warszawskiej dobiega końca. A wraz z nią sporo wspomnień.
Gdy byłem już bardzo blisko końca, wydawało się, że brakuje mi dwóch części. Ale wspominałem, jak często zdarzało się tu "przebudować" jakiś fragment. Zatem, mimo że nie widziałem kolorystycznie zgadzających się z brakującym miejscem elementów, liczyłem jeszcze na możliwość ułożenia czegoś w niepoprawny sposób. Do samego finiszu, dosłownie do kilkunastu pozostałych elementów, nie wierzyłem, że "klątwa" nadal trwa. Tym bardziej, gdy zacząłem przeczesywać internet w poszukiwaniu tych samych puzzli...
Niedawno w tekście o używanych puzzlach wspominałem o miejscach, gdzie warto szukać. Choć "Księżyc" produkcji fimy Professor Puzzle (w tym wypadku konkretnie dla Empiku) nie jest już dawno w sprzedaży, przy ponownym przeczesaniu internetu, jakimś cudem znalazłem jeden jedyny egzemplarz "używek" - z pomocą przyszedł mi portal "Vinted"! Nie zastanawiałem się nad kupnem, a dodatkowo po drugiej stronie trafiłem na bardzo sumienną użytkowniczkę tej platformy. Mimo majówki, chwilę później (znowu w innej lokalizacji!) przeszukiwałem już drugie pudełko w poszukiwaniu braków... Mamy to!
Spełniony. Full moon.
Puzzle polecam, ale na pewno nie początkującym. To już spore wyzwanie, choć podkreślę raz jeszcze: być może to tylko mi ta układanka tak "nie leżała", a przeważały czynniki towarzyszące - kilkukrotne zaczynanie, zniszczenie gotowych fragmentów, etc. Z finiszu z kolei cieszę się, jak mało z których puzzli. Satysfakcja jest i z pewnością kolejny level puzzlomaniactwa właśnie został wbity.








