Słynne Hallstatt w nieco innym ujęciu, dodatkowo to Castorland. Biorę! Na ten widok miałem ochotę już dawno, ale trochę się przed nimi wzbraniałem - miałem przeczucie, że może mnie czekać dłuższa przeprawa. Nic z tych rzeczy. Nie jest to killer-układanka, raczej pyszna zabawa, do której i Was zachęcam!
Poza wieżą, masa dachów, mnóstwo liści i zieleni, a do tego w tle góry. Spodziewałem się trudności, ale te puzzle mają w sobie "to coś" - dosłownie przez nie biegłem, a w miarę układania kolejnych fragmentów, bardziej odróżniałem od siebie poszczególne części (mimo podobnej kolorystyki czy wzoru). Nie mogłem się oderwać widząc, że perfekcyjnie działa tu zasada "dołożę jeszcze tylko jeden". Potem kolejny, potem powstaje nowy fragment, potem nagle widzisz, że wszystko pasuje. I weź tu przerwij! Nie da się. To jak "Cywilizacja" Sida Meiera (i "jeszcze jedna tura").
I tu dochodzimy do sedna. Moje zupełnie niepotrzebne obawy zrodziły się z troski o jakość, kolory. Łatwo "sknocić" taki kadr wrażeniami z układania. Oraz różnicą: obrazek na okładce vs puzzle. Ale po raz kolejny "Castorki" zaskakują mnie in plus. Choć układałem je jako już używane, mogłem je nadal ocenić tylko jako bardzo dobre. Subtelne różnice w kolorach na elementach idealnie oddały grę świateł zapowiadaną na okładce. Jak wspominałem w innych relacjach, akurat tej marki na moich półkach trochę jest i coraz bardziej z tego faktu się cieszę.